​Metki w ubraniach szczęścia nie dają – czyli jak sprzedaje się szmaty

Dodano: 26.07.2014 [13:46]


Choć otwarcie przyznaje to niewiele osób, bardzo często to właśnie metka przyszyta do ubrania skłania nas do jego zakupu. W ostatnich latach na dalszy plan zeszła jakość materiałów i to w dużej mierze od metki zależy, czy ubranie uznajemy za modne i atrakcyjne, czy też nie. Mówiąc kolokwialnie, obserwując najnowsze dokonania stylistów można odnieść wrażenie, że nawet szmata z doszytą metką z logo znanego domu mody może zostać wykreowana na hit sezonu i obiekt pożądania milionów kobiet i mężczyzn na całym świecie.

Skąd w ogóle wzięły się metki na ubraniach i dlaczego z biegiem lat świat oszalał na ich punkcie?

Jako pierwszy metki po wewnętrznej stronie ubrań wszywał Charles-Frederic Worth – wizjoner świata mody, niestety dziś przez wielu nieco zapomniany. To właśnie Worth chcąc podkreślić znaczenie swojej pracy oraz szyjących u niego krawców i krawcowych kazał do wszystkich nowych modeli sukien wszywać na jedwabnym prostokącie nazwisko swoje i swojego wspólnika. Nie trzeba było długo czekać, aby metka marki Worth&Bobergh wywołała prawdziwy skandal w świecie mody.

O metkach w ubraniach zaczęto nawet mówić na salonach. Wybuchła mała modowa wojna. Jeden front stanowiły klientki Wortha, które poczuły się wręcz obrażone pomysłem krawca. Kobiety te gdy tylko zakupiły u niego nowe suknie, tuż po powrocie do domu natychmiast odpruwały wszystkie metki. Czuły się urażone tym, że „jakiś zwykły krawiec śmiał przywłaszczać sobie ubrania, które już sprzedał”. Drugi front w walce z metkami stanowiły klientki, które najzwyczajniej w świecie zaakceptowały kolejny dziwny pomysł ulubionego projektanta i krawca. Trzeci front natomiast stanowiły wszystkie klientki Wortha, które nie mogły pochwalić się w towarzystwie ani wysoką pozycją społeczną, ani wysokim urodzeniem. To właśnie ta grupa, w pogoni za akceptacją społeczną z dumą obnosiła się z kosztownymi ubraniami, eksponując niejednokrotnie, jakby zupełnie przypadkiem metki wybitnego krawca. Miał być to dowód, że udało im się odnieść w życiu sukces.

Dziś metki w ubraniach są czymś normalnym i raczej nikt nie dziwi się z powodu ich obecności. Szybko jednak zwykła metka stała się jednym z najpotężniejszych narzędzi reklamy i promocji.

Niestety ostatnio wszystko jakby wymknęło się spod kontroli i to nie metka stanowiła dodatek do ubrania, lecz ubranie było jedynie „doszyte” do metki. Chęć bycia modnym i podążania za najnowszymi trendami nie oznacza już wyszukiwania modnych w danym sezonie krojów i kolorów, lecz... metek z markami znanych projektantów. I tak po raz kolejny to, co miało wyróżniać nas z tłumu sprawia, że z każdym kolejnym zakupem coraz bardziej wtapiamy się w otoczenie. Jednakowe okulary, buty z wyeksponowanym logotypem, torebka z połyskującymi literami czy T-shirt, który po jednym praniu zmienia się w bezkształtna masę z otworami na głowę i ręce. Im droższe, tym lepsze, im dziwniejsze tym bardziej pożądane. Nie ważne jakich materiałów użyto do produkcji i jaka jest jakość ostatecznego wyrobu. Liczy się metka i bijący po oczach emblemat producenta uznawanego w danym sezonie za modowego guru.

Moda zatraca swoją pierwotną świeżość, chęć odkrywania nowych fasonów, odwagę łączenia barw...
Zastanów się, ile razy przeglądając ubrania na sklepowych wieszakach zerkasz na metkę, szukając logo producenta, a całkowicie pomijając sprawdzenie składu materiałów, użytych do produkcji czy ich gramatury? Czas z tym skończyć i przywrócić modzie pierwotną świadomość. Nie bez przyczyny do łask powoli wracają małe zakłady krawieckie gwarantujące wysoką jakość i dbałość o szczegóły. Historia mody zatacza koło, a wielkie sieciówki, które doprowadziły do uniformizacji całych społeczeństw znów mają groźnych rywali.

Czytaj więcej:

Polecaj

        Fashion Fight

        Cytat
        fashionweb
        Coś na dzisiaj
        fashionweb
        Coś pięknego
        fashionweb
        Cytat na Walentynki
        fashionweb